sobota, 1 sierpnia 2026

Od Apollodorosa CD Chaita — „Nowojorski kryzys mieszkaniowy”

Poprzednie opowiadanie

LATO

Nie mógł przestać myśleć o tych durnych szczurach całą zmianę. Jeśli mieliby je wybić, to muszą znaleźć wtedy absolutnie wszystkie, co do każdego okazu. Co, jednak jeśli to nie jest problem tylko w ich bloku? Wrócą z jakiegoś… Nie wiedziało, jak miałyby się przedostać, ale z jego doświadczenia istoty głodne na półbogów, były zadziwiająco zdolne do znalezienia sobie drogi, jeśli tego wymagała sytuacja. Muszą mieć jednak jakiś plan z Chaitem na to wszystko... po prostu muszą.
No i Apollodoros nie może być ciężarem dla współlokatora ze swoimi wyobrażeniami najgorszej sytuacji. Musi być teraz wsparciem, podtrzymywać promienie słoneczne i ich morale, jak najdłużej. Chait ma za wiele problemów, żeby zrzucać na niego dbanie o ich nastroje. Nie wypił herbaty (nie, że Doros swoją wypił, ale to inna sprawa). Siedzieli w tej ciszy tak długo, że za oknem ptaki się zdążyły rozwrzeszczeć minimum pięć razy.
Wmusiło w siebie posiłki w pracy przez zaciśnięte gardło na samo wspomnienie tego obrzydliwego, zatęchłego zapachu, który unosił się od tych… bestii. Z tego, co rozumie, to gryzonie raczej dbają o swoją higienę, te normalne w sensie. Do tego każdy zbyt głośny dźwięk szuranych o linoleum krzeseł przypominało jeno piski oraz syki z walki. Przejdzie mu, zawsze mu przecież przechodzi… prawda? Czas leczy rany i takie tam…
Mają czekać, aż kolejne ogłoszenia o szczurach się pojawią? Szukać w tym czasie informacji? Poza tym jednym mitem, o którym wspomniał kiedyś, nie mieli więcej informacji. Taka gorgona? Harpie? Klasyki, prawie każdy półbóg miał przynajmniej raz z nimi w jakiejś formie doświadczenie. Te… istoty? Po raz pierwszy dla nich. Ten temat nasilił się zwłaszcza, pod koniec zmiany oraz w trakcie powrotu komunikacją miejską.
Wydają się działać w sporej części zespołowo, więc nawet jeśli jeden osobnik na raz dla dwójki nie byłby problemem, to ich stadu już będzie stanowiło trudność. Już pomijając, że nie mają bladego pojęcia, czy ugryzienie nie skończy się kompletnie im nieznaną infekcją. Jeszcze pół biedy jakby to była wścieklizna czy coś innego z ugryzień dzikich zwierząt znanych ludziom. Nakłamią, że jakiś obcy pies? W szpitalu wmówi się, że cokolwiek, co gryzie w Nowym Jorku lub okolicach ich napadło w trakcie łażenia gdzieś w zalesionych terenach. Zapłacą strasznie, ale zadziała. Gorzej, jeśli to coś mało znanego przeciętnym lekarzom, a jego umiejętności medyczne nie zadziałają…
Wzięło głębokie oddechy przecznicę od ich bloku… Da radę. Rudzielec wszedł w swoją personę z kategorii „wsparcie dla bliskich” dosyć szybko. W bloku chodził jak najciszej po schodach. Częściowo dlatego, że było już po ciszy nocnej, oraz by nasłuchiwać podejrzanych szmerów w rurach. Zastało przyjaciela nad ledwo nadgryzioną kanapką w ich kuchni. Bez herbaty ani niczego, po prostu kanapka na pierwszym lepszym talerzyku z szafki, dwa czy trzy kęsy wzięte. Chait wyglądał na zmęczonego bardziej niż zwykle.
— Hej — To samo powitanie padło z ich ust w tym samym czasie, ciche, ledwo ponad szeptem.
— Musimy zaczekać…tak czy siak, co nie? Ty masz niedługo te festiwale, ja sporo dwunastogodzinnych zbyt blisko siebie. Wypadałoby zebrać jakieś zapasy, potrenować, cokolwiek, strategia. Jeśli znajdziemy o nich więcej informacji, to lepiej, ale bez nastawiania się. Chociaż po twojej minie zakładam, że to jest oczywiste. — Kręciło się po kuchni jak zwykle. Musi pójść na łucznicę jak najszybciej, po chwilę spokoju ducha.
— Czasami trzeba powiedzieć oczywiste, nie przejmuj się. — Chait wzruszył ramionami. — Zawsze możemy też podłożyć trutki, z nadzieją, że może któraś w tym czasie zadziała. — Apollodoros zauważył, jak współlokator klepie się po kieszeniach, w typowym geście palacza szukającego fajki oraz zapalniczki.
— Zaraz wrócę, okej? Nie miałem okazji w drodze z roboty. — Szatyn mruknął, wychodząc na te ikoniczne rusztowania schodów w razie pożaru. Minęło pewnie maksymalnie dziesięć minut, ale kakofonia stęknięć, pisknięć, szeptów i innych odgłosów budynku pełnego życia przeciągała się w nieskończoność.
Ledwo rozmawiali nad kolacją, po niej, czy słuchając dudnienia koncertu? Albo meczu ileś ulic od nich. Rano pewnie wstaną, znowu zjedzą w niezręcznym napięciu, bo żadne z nich nie otworzy się na szczerość, oni tacy nie są. Nie wpadną w pełni w codzienną rutynę, tylko w jej cień przeszyty paranoją o każdy najmniejszy podejrzany sygnał, który dojdzie do ich zmysłów. Nieważne czy tutaj, w ich ciasnej kawalerce, czy poza nią.


Chait?
────
[682 słowa: Apollodoros otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz